Budujmy na miłości

W kościele nikt nikogo nie straszy, a mówienie, że katolicyzm wykorzystuje grzech, by ludzie się bali i go popierali, to zwykła asekuracja – twierdzi Ksiądz Dariusz Gębala, który duszpasterzem jest od 13 lat, przez pierwsze trzy w Polsce, zaś od dziesięciu w Czechach, w Parafii św. Mikołaja w Zbirohu, w Diecezji Plzneńskiej.
Czy chrześcijaństwo może być dla współczesnego człowieka wyzwoleniem? Czy warto je wybierać również i z tego powodu?
Wybór Nauki Jezusa jest bardzo prosty. Żadna inna nie gwarantuje Zbawienia. Żadna inna nie daje takiej wolności człowiekowi. Jest to związane z charakterem Jezusowego posłannictwa. Miłości Boga i wolności, jaką człowiek posiada. Chrześcijaństwo nie tylko może być wyzwoleniem, ale jest właściwie jedyną możliwością, jaką współczesny człowiek ma w kwestii wolności - wyzwolenia. Jeśli oczywiście mówimy w wyzwoleniu absolutnym, które obejmuje sferę ciała oraz duszy.
Można czasem spotkać się z opinią, wypowiadaną przez osoby, które określają siebie jako ateistów, że Kościół straszy grzechem i zmusza ludzi do życia w poczuciu winy. Czy coś w tym jest, czy też taka opinia polega na niezrozumieniu istoty grzechu oraz dążenia do poprawy jakości życia przez osoby wierzące?
Nie wiem, czy osoby, które twierdzą że Kościół straszy ludzi grzechem i poczuciem winy, możemy tak w stu procentach nazwać ateistami. Myślę, że jest to tylko asekuracja i że takim osobom chodzi o to, by wytłumaczyć sobie oraz otoczeniu braki w wiedzy religijnej czy tez niechęć do jakiegokolwiek kontaktu z Bogiem. Jeżeli ktoś zasłania się Kościołem jako powodem braku wiary, to jest to raczej problem tego człowieka, a nie Kościoła.
Pojęcie grzechu i zła to nie są bajki dla grzecznych dzieci, ale realna rzeczywistość - i Kościół nie może o tej rzeczywistości ignorować. Gdyby ją ignorował, jego egzystencja nie miałaby sensu. Celem Kościoła jest mówienie prawdy, a nie chęć „dokopania” wiernym. Kościół musi uświadamiać, że szatan to nie jest postać fikcyjna, z bajek, ale ktoś, kto istnieje i ma na celu walkę z Bogiem oraz człowiekiem, a ponieważ z Bogiem nie wygra, więc atakuje człowieka i szkodzi mu, jak może.
Mówienie o straszeniu jest efektem niezrozumienia. Jestem księdzem od lat kilkunastu, ani ja sam, ani nikt inny nigdy mnie w kościele nie straszył. Ani grzechem, ani poczuciem winy. Chodzi jedynie o to, by człowiek zadał sobie pytanie: „jakie są moje relacje z Bogiem?” By zastanowił się, czy buduje je na strachu, czy na miłości. Jeśli buduje je na strachu, to taki fundament nie wytrzyma długo – wszystko, co na nim się opiera, wcześniej czy później upadnie. Jeżeli zaś na miłości, to nie musi się niczego obawiać ani mieć poczucia winy – bo Bóg jest miłością.
Czy istnieją różnice w duchowości między Polakami a Czechami? Czego Czesi szukają w wierze, jak wyjaśniają swój wybór chrześcijaństwa?
To nie tak postawione pytanie. Duchowość chrześcijańska jest jedna - jej jedynym fundamentem jest osoba Jezusa. Oczywiście, w świecie chrześcijańskim istnieją różnice, są one jednak wynikiem działań człowieka i mają bardziej historyczny niż religijny charakter, np. podział na katolicyzm i prawosławie, czy też istnienie Reformacji.
Różnice między Polakami a Czechami wynikają z różnych doświadczeń historycznych. Możemy zatem raczej mówić o odmienności mentalnej, a nie duchowej. Zresztą, ta odmienność wcale nie jest wielka. Myślę, że więcej na ten temat mógłby się wypowiedzieć socjolog lub psycholog.
W chrześcijaństwie Czesi szukają tego samego, co Polacy – i, jak zawsze, jest to wybór bardzo osobisty. Nadmieńmy, że i czeska, i polska kultura są od zarania bardzo mocno z chrześcijaństwem związane. Zresztą, jak i innych krajów europejskich.
Jak Ksiądz uważa - czy łatwiej być duszpasterzem Czechów, czy Polaków?
Wszystko zależy od tego, czy ten, kto nim jest, czuje się dobrze z tym, co robi i kim jest. Dzięki Bogu, ja jestem szczęśliwym księdzem. To pytanie o szczęście nie dotyczy zresztą tylko i wyłącznie księży, ale każdego człowieka.
Polskie duszpasterstwo różni sie od czeskiego tak samo jak różni się od niemieckiego, ukraińskiego czy abchaskiego.
Moje doświadczenie to 3 lata pracy w dużej warszawskiej parafii i 10 lat w Czechach. Myślę ze każde z tych miejsc ma swoja Tajemnice - Tajemnice obecności Boga. A sposoby odkrywania tej tajemnicy mogą sie różnic. Na tu i teraz jest mi łatwiej być w tym miejscu gdzie jestem - czyli w Czechach.
Polskie duszpasterstwo jest dla mnie zbyt masowe a w tej masie parafialnej zawsze może zniknąć pojedynczy człowiek. Na terenie mojej parafii mieszka około 10.000 osób, z tego aktywnie w życiu parafii uczestniczy 160 – 180. Mało czy dużo? Prawdę mówiąc mnie ilość aż tak nie interesuje, bardziej mnie obchodzi to, by dobrze przekazać tym ludziom w kościele prawdę: że Bóg ich naprawdę kocha. Na koniec tak trochę dla orientacji: w Czeskiej Republice 27% obywateli deklaruje się jako wierzący i w tym są wszystkie chrześcijańskie wyznania, muzułmanie, wyznawcy judaizmu, hinduiści, buddyści i świadkowie Jehowy.
Mnie bardzo interesuje Grzech pierworodny? O co dokładnie w nim chodzi?
Admonste08
« zwiń komentarze